ostatnio coraz częściej czytam w internecie o matkach i ich dzieciach, nie szukam tych artykułów specjalnie, one same mnie znajdują i zachęcają do lektury samym tytułem... i myślę sobie jak już taki artykuł otwieram co tym razem bezsensownego ludzie wymyślili...
teraz jest akcja, żeby zdążyć urodzić... no wszystko fajnie - pewnie nie jedna czy dwie by chciała, ale nie może... i to nie dla swojego widzimisię, czy dla kariery, czy gromadzenia co raz to nowszych nowinek w domu... te laski po prostu tych dzieci mieć nie mogą, a tu media na nie, że samolubne, że karierowiczki... a jak nie mogą, to co? mają się położyć i leżeć i czekać na niepokalane poczęcie? no bzdura... biorą się takie laski ostro do roboty, otwierają firmy, dokształcają się... po prostu robią karierę... ale każdy osądza, krytykuje... a może by tak głębiej spojrzeć??
a może taka laska jedna z drugą to nawet bardzo chciałyby mieć i całą gromadkę, ale w pracy sytuacja niepewna... może nie raz słyszą od szefa, że nie da się pogodzić pracy w JEGO firmie z byciem matką... a czasy jakie mamy, każdy wie...
a może genetycznie jest obciążona i boi się, że i dziecko chore się urodzi...
a może to choroba powoduje brak ciąży... raczej takie osoby nie chwalą się tym problemem na prawo i lewo, więc i tak są osądzane, że dzieci jeszcze nie ma...
można tak bez końca
a może zamiast wymyślać takie beznadziejne akcje, zająć się własną dupą? no nie lepiej by na świecie było?
nie ma po równo... jeden ma więcej, drugi mniej, jeden zanim pomyśli to już ma dziecko, a drugi o te dzieci walczy - najpierw w klinikach, potem w szpitalach, a na końcu w ośrodkach adopcyjnych...
no a jak już taka dziewczyna/kobieta ma dziecko, to się dopiero zaczyna ostra jazda... a zaczyna się już w ciąży...
źle, że do końca jeździ samochodem - no jak jej dobrze to jeździ - ja za 4 tygodnie rodzę i jeżdżę autem codziennie, bo to lepsze niż chodzenie piechotą - co może mi się stać?
źle, że na słońcu siedzi pół dnia, mimo, że gruby koc na brzuchu, żeby dziecka nie przegrzać - źle i już. ale co ma się stać? jeśli ja dobrze się czuję, wręcz wyśmienicie na tym słońcu, ja się go doczekać nie mogłam, a teraz za plecami gadają, że się opalam...
źle, że wyprawka kupiona już dawno, że wózek w salonie już stoi, a łóżeczko czeka na rozłożenie, że komoda cała wypełniona śpioszkami, pieluszkami i resztą gadżetów... no bo zapeszam... hę? a co ma się stać? co ma być to będzie, a jakbym ja tych rzeczy nie kupiła, to kto by kupił za mnie? jakbym ja ich nie miała odpowiednio wcześniej, to ja ze stresu bym przedwcześnie na porodówkę gnała...
a jak już urodzi ta kobieta - już matka to już wszystko źle robi...
źle w ogóle się do tego rodzenia zabrała, bo cesarkę sobie zażyczyła, albo ze wskazania miała, to w sumie nie urodziła wcale, tylko to dziecko jej wyjęli, a Ona sobie jak ta dama leżała w tym czasie i paznokcie swoje wypielęgnowane oglądała... no a jak? przecież TYLKO poród siłami natury (nie przypominam sobie, żeby mi natura córkę pomagała rodzić - to raczej ja się namęczyłam za wszystkie czasy) to prawdziwy poród...
źle wozi/nosi dziecko... no bo w wózku to się powinno, a nie w nosidle, co to wisi wszystko, albo jeszcze jaka chusta, jak w Afryce, kto to pomyślał, kręgosłup dziecku złamiesz, ty matko wyrodna...
a i ubrać nie potrafi, czapki w lipcu nie zakłada i skarpet, przecież to zmarznie, ten kurczak mały... no bo przecież wszyscy w lipcu czapki noszą i skarpety obowiązkowo, a tu noworodek jeszcze leżący w wózku, to trzeba jedną warstwę więcej założyć, bo zmarznie... kocem nie przykrywa...
karmić to już wcale, a wcale nie umie, bo co to za matka, która nowonarodzone swoje do piersi nie przystawia... trzeba jej szybko powiedzieć, uświadomić, że źle robi, że dziecku krzywda straszna, że chorować będzie po każdym podmuchu wiaterku letniego...
no bo karmić to TRZEBA tylko piersią, i to jeszcze jak najdłużej - najlepiej to przestać dopiero jak latorośl do przedszkola pójdzie...
czego jeszcze taka matka nie umie?
często nie umie się postawić...
nie umie walczyć o swoje zdanie...
mimo, że rozum, serce i intuicja mówi jej jedno, to i tak nie jest pewna, bo ktoś powiedział jej inaczej... no, ale najprawdziwsza z prawd to taka, że nie zawsze prawda stoi po stronie większości...
biedne takie matki... nic im się jeszcze od państwa nie należy za to, że stworzyły człowieka, nową siłę roboczą, co to je do tej roboty jeszcze przystosują - wychowają...
becikowe się nie należy - próg ledwo przekroczony, ale jaki próg - o matko kochana...
zwrot podatku się nie należy - bo też próg...
no może się należeć będzie, jak więcej dzieci będzie, to te progi już niższe są, albo wcale nie ma, ale to wtedy inny kłopot... nowa władza, nowe rządy - nie będzie becikowego, ani zwrotu podatku za dzieci, nic nie będzie... ale nagabywać do rodzenia będą bardziej. no i jaka tu logika??
moja blond inteligencja mówi mi, że nic dobrego nas nie czeka, logiki nie ma w rządzie... więc chyba lepiej robić sobie dobrze, a nie źle - i nie krytykujmy, nie nagabujmy, nie pytajmy...
bądźmy dobrzy, tacy, jacy sami byśmy chcieli, żeby ktoś był dla nas...
" nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe..."
uśmiechajmy się... to nasz świat będzie fajniejszy :-)
niechaj każda matka wychowuje swoje dziecko inaczej - będzie różnorodność
pewnych rzeczy nie zmienimy, bądźmy z tym pogodzeni...
piątek, 12 czerwca 2015
poniedziałek, 1 czerwca 2015
łączmy się ciężarówki
kto się zgadza - ręka w górę !
na palcach jednej ręki mogę policzyć momenty, gdy zostałam wpuszczona na początek kolejki, ustąpiono mi miejsca lub poproszono o skorzystanie z krzesła/fotela/pufy/kanapy...
kobieta w ciąży wywołuje uśmiech na twarzy, ale już nie wywołuje poczucia ochrony Jej, zatroszczenia się...
sytuacja z pierwszej ciąży - lato, upał, jadę autobusem pół godziny do lekarza, na stojąco, trzęsąco, obok na siedzeniach siedzą dwie Panie - na oko - 60-letnie i uśmiechają się do mnie... ja jedną ręką trzymam drążek, drugą torebkę, pot po czole płynie, a One patrzą się na mój brzuch i się uśmiechają.... żenada
kolejna sytuacja z autobusu, którym jeździłam na każdą wizytę u lekarza w pierwszej ciąży - na środku stoję ja i 3 młodziutkie dziewczyny - na oko - ok. 16-18-letnie - nagle razem dostrzegamy dwa wolne miejsca, ruszam do nich, lecz w połowie się cofam... one były szybsze....
kolejna z autobusu - październik 15 - teoretyczna data mojego porodu - mąż w pracy, nie mógł się wyrwać, więc ja tym autobusem, tłok, ledwo trzymam się drążka, starsza Pani obok mnie stojąca zagaduje widząc brzuch już pokaźnych gabarytów, mówię, że ciężko, bo mąż nie mógł mnie zawieźć, że termin mam na dziś i mam nadzieję już urodzić niebawem, bo ciężar straszny dźwigam, obok ludzie - przysłuchują się rozmowie, uwagę zwracają na reakcję owej Pani, że ja w dniu terminu busem wypchanym po brzegi jadę na stojąca, ale nikt nie podniósł szanownych czterech liter...
te sytuacje są sprzed 5 lat... a teraz rok bieżący - ciąża nr 2 - i dziewczynka 4,5 letnia zawsze obok mnie...
... marudząca, stękająca, że Ona już do domu chce, że pić Jej się chce, że siku, a tu akurat w kolejce stać musimy, bo ostatni dzień przed imprezą w przedszkolu na Dzień Babci, musimy papierowe talerzyki kupić - taki nasz wkład w imprezę - 3-4 miesiąc ciąży, gorąco, bo kurtki w ręku noszę, swoje i dziewczynki, mdłości... brzuszek malutki, ale jednak już się troszkę odznacza, a my nadal w kolejce... nie miałam odwagi poprosić o wpuszczenie na początek, mimo, że same talerzyki do kupienia...
jako, że teraz mobilna jestem, auto swoje własne, nie muszę już autobusami się przemieszczać (byłoby to bardzo trudno z dziewczynką uwieszoną za nogę), sytuacje ignorowania mojego brzucha mam okazję przeżywać tylko w kolejkach w marketach... kilka takich było, ale jak to wszystko wygląda, to wiecie same...
a taka miła dla odmiany sytuacja:
zajechałyśmy z moją dziewczynką na stację benzynową co hot-dogi sprzedaje, my je bardzo lubimy, i choć nie zdrowe wcale, to czasem sobie zajeżdżamy, no i ustawiam się w kolejce, dziewczynka ze mną, ja w płaszczu, ale brzuch już wystaje, Pan z przodu stojący zaprosił mnie przed siebie... jakie to miłe, i pogadał chwilkę i pożartował, że zachcianka ważna sprawa i trzeba szybko kupować te hot-dogi... serce mi urosło, nawet chyba mała łezka w oku (te hormony)...
czy nie milej byłoby na świecie, gdy tak ludzie by sobie pomagali? czy nie weselej pożartować w kolejce ze starszym Panem, który jak widać bardziej rozumie sytuację ciężarnej, niż starsza Pani, żałośnie uśmiechająca się, ale kolejki pilnująca jak lwica na stepie podczas polowania....
mam okazję pracować w "okienku", i przyznaję - mimo, że nigdzie to nie napisane, że kartka dotycząca wchodzenia do gabinetu bez kolejki dotyczy kombatantów wojennych i honorowych dawców krwi - wpuszczam ciężarne bokiem, wszystkie, nawet te, co dopiero się o tym dowiedziały (każda ciężarówka wie, jakie to początki żygająco-mdlące są), z dziećmi małymi... WSZYSTKIE
i nie raz zdarzyło mi się dostać "opr" od pozostałych uczestników owej kolejki, ale ja to mam gdzieś głęboko i U MNIE Panie z brzuszkiem lub/i z małymi dziećmi w kolejce NIE stoją.
zachęcam wszystkich, którzy pracują "w okienku", lub w miejscach, gdzie kolejka to podstawa o zapraszanie Pań brzuszastych na początek, niech im miło będzie, niech poczują się ważne w tym czasie, kiedy PRODUKUJĄ CZŁOWIEKA... niech stanie się to normą, czymś oczywistym...
niech takiej starszej Pani głupio się zrobi, kiedy jakiś Pan przepuści Ciężarną, niech sobie przypomni czasy, kiedy sama z brzuchem biegała, stała pewnie w jeszcze dłuższych kolejkach, niech wie, że czasy się zmieniają i że ciężarna to SKARB NARODU, że trzeba o Nią dbać, bo przyrost naturalny coraz mniejszy, że młodzi ludzie wyjeżdżają za granicę rodzić dzieci...
pozdrawiam przy okazji wszystkie Panie, które obecnie są w ciąży.
w ten ostatni mój miesiąc mam jeszcze troszkę spraw do załatwienia i postanawiam sobie - będę wciskać się na początek, będę walczyć, bo to moja ostatnia szansa...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

