każdy na
pewno dostał kiedyś taki prezent, który spędzał sen z powiek...
ale nie z radości, tylko z zakłopotania, zdenerwowania, że
obdarowująca osoba wydała kupę kasy na badziew, który szpeci moją
przestrzeń... dostałam w życiu kilka takich prezentów i niestety
szpeciły mój pokój, dom, raziły w moje oczy lub nos.... stawiałam
je na półkach w salonie, albo w łazience, żeby nie sprawić
przykrości osobie, która mi to dała... żeby zobaczyła, że stoi
i „cieszy moje oczy”, choć w rzeczywistości wcale tak nie
było...
teraz,
gdy już jestem „dużą dziewczynką” raczej takich prezentów
nie dostaje. Raczej praktyczne rzeczy, które po kilku użyciach
bezkarnie wywalam do śmietnika jak mi nie pasują, albo pieniądze...
kasa zawsze się przydaje, choć taka beznamiętna jest... na
ostatnie Boże Narodzenie dostałam prezent o jakim marzyłam, no i
poza tą sytuacją nie przypominam sobie, żeby ktoś obdarował mnie
czymś fajnym, czymś, co by cieszyło moje oko, ciało i całą
resztę...
co
zrobić, gdy z dobrego serca dostajesz prezent, który straszy?
Co
zrobić, gdy ta osoba Cię kocha i chciała dobrze? Że tej osobie
kupowanie tego prezentu sprawiło radość, a mnie tylko kłopot...?
co
począć?
Powiedzieć?
Porozmawiać? Ale jak? Jak to zrobić, żeby nie sprawić
przykrości??
no bo
boli mnie strasznie fakt wydania kasy na takie badziewie straszne,
kiedy tyle jest pięknych rzeczy... wystarczy poszperać, popytać...
ba – wystarczy posłuchać, bo ja nie ukrywam mojego gustu, mówię
spontanicznie co mi się podoba, i mówię to z entuzjazmem, trudno
tego nie usłyszeć i nie zauważyć... więc dlaczego dzieje się
tak...?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz